Rozstanie boli. Nawet jeśli to była Twoja decyzja, nawet jeśli rozum mówi, że tak było lepiej – serce potrafi zaskoczyć. Zamiast ulgi pojawia się tęsknota, a za nią… idealizacja. Zaczynasz wspominać dobre chwile, tęsknić za czułymi gestami, śmiechem, wspólnymi planami. Twój mózg – w desperackiej próbie ucieczki od bólu – zaczyna hakować rzeczywistość.
Nagle to, co było trudne i bolesne, zostaje zamiecione pod dywan. Zaczynasz tłumaczyć jego zachowania, które kiedyś łamały Ci serce. Racjonalizujesz to, że nie wspierał Cię, że potrafił znikać emocjonalnie, ranił słowem, ignorował Twoje potrzeby. Wmawiasz sobie, że „przecież nikt nie jest idealny” albo „może ja też byłam trudna”.
Ale wiesz co? Nie idealizuj byłego partnera, który złamał Twoje serce.
Nie tłumacz jego zachowania.
Nie usprawiedliwiaj tego, jak Cię potraktował.
Nie usprawiedliwiaj łez, które przez niego wylałaś.
To nie emocje są złe – to sposób, w jaki próbujemy sobie z nimi radzić, potrafi nas pogrążyć. W okresie żałoby po rozstaniu, nasz umysł próbuje „na siłę” wrócić do tego, co znane. Tęsknota jest jak narkotyk – nie za konkretną osobą, ale za poczuciem bliskości, za byciem „czyjąś”.
Dlatego zaczynasz idealizować związek, który już nie istnieje. W Twojej głowie były partner zyskuje nowe barwy, staje się kimś lepszym, niż był naprawdę. Zapominasz, jak często czułaś się odrzucona, samotna, nie dość dobra. Zamiast tego wracają sceny z wakacji, wspólne wieczory, śmiech, który wtedy tak bardzo Cię cieszył.
Paradoksalnie, jeśli zakochiwanie się to moment, w którym diabeł zakłada nam różowe okulary, to po rozstaniu te okulary nabierają koloru fuksji – rażąco intensywnego, wykrzywiającego rzeczywistość.
I tu zaczyna się niebezpieczeństwo. Bo najgorsze, co możesz zrobić, to znowu zapomnieć o sobie i po raz kolejny poświęcić się dla kogoś, kto nie potrafił (albo nie chciał) zadbać o Waszą relację.
Przypomnij sobie, ile kosztowało Cię dopasowywanie się do niego.
Przypomnij sobie, ile razy czułaś, że musisz być „jakaś”, by zasłużyć na uwagę, bliskość, miłość.
Ile razy czułaś, że jesteś za dużo albo za mało?
Czy nie męczyło Cię udawanie kogoś, kim nie jesteś i nigdy nie byłaś?
Nie wracaj do tego tylko dlatego, że boisz się samotności. Samotność może być trudna, ale to w niej najszybciej można odnaleźć siebie. Właśnie teraz masz szansę, by zbudować swoją siłę na nowo – na swoich warunkach, ze swoją prawdą i bez gry pozorów.
Skup się na sobie. Zadaj sobie pytania:
Czego pragnę naprawdę?
Kim jestem, gdy nikt nie oczekuje ode mnie, że się dopasuję?
Jak chcę się czuć w relacji – i poza nią?
Wiedz, że Twój umysł może próbować działać na Twoją niekorzyść. Gdy jesteśmy w żalu, umysł staje się podatny na ten cichutki, głosik złośliwego duszka: „Nic nie jesteś warta”, „Nikt Cię już nie pokocha”, „Już za późno na nowy początek”.
Jeśli masz możliwość – odetnij kontakt ze swoim byłym partnerem.
Nie obserwuj jego profilu w mediach społecznościowych. Nie analizuj każdego lajka, zdjęcia czy relacji. To nie prowadzi do niczego poza rozdrapywaniem ran. To jak trzymanie otwartej książki, którą powinnaś już zamknąć.
Masz teraz przed sobą nowe rozdziały. I to Ty jesteś autorką swojej biografii.
Nie potrzebujesz nikogo, kto będzie Cię „ratował” – bo Ty jesteś swoją własną ratowniczką. Jesteś wartościową, wspaniałą kobietą. Zasługujesz na szczerość, spokój, czułość i miłość. Zasługujesz na partnera, który zobaczy Cię naprawdę – i nie będzie oczekiwał, że będziesz kimś innym.
Ale zanim to się wydarzy, potrzebujesz siebie. Potrzebujesz siebie z otwartym sercem, gotową na prawdę, nie na złudzenia. Gotową na rozwój, nie na powtórkę z cierpienia. Gotową, by stanąć po swojej stronie – na dobre i na złe.
Bo to właśnie w tym miejscu zaczyna się Twoje nowe życie. Kiedy przestajesz idealizować przeszłość i zaczynasz budować przyszłość.














0 komentarzy