Co ma rozwój osobisty do feminatywów? Czyli pozwólcie mi być coachem.

Agnieszka Boryna - co ma rozwój osobisty do feminatywów?
W ostatnim czasie coraz częściej w naszym społeczeństwie pojawiają się feminatywy. Słyszymy je w serwisach informacyjnych, podczas obrad sejmowych czy też w trakcie różnego rodzaju eventów czy spotkań biznesowych. Pojawiają się słowa takie jak: ministra, prezydentka, prezeska, przedsiębiorczyni, dietetyczka, gościni. Ta sytuacja podzieliła społeczeństwo na 2 grupy. Jedni są za a inni przeciw. Jak to zwykle bywa w naszym kraju, nie ma nic pomiędzy. Nikt się nie spodziewał, że feminatywy aż tak bardzo rozpalą społeczną […]

W ostatnim czasie coraz częściej w naszym społeczeństwie pojawiają się feminatywy. Słyszymy je w serwisach informacyjnych, podczas obrad sejmowych czy też w trakcie różnego rodzaju eventów czy spotkań biznesowych. Pojawiają się słowa takie jak: ministra, prezydentka, prezeska, przedsiębiorczyni, dietetyczka, gościni. Ta sytuacja podzieliła społeczeństwo na 2 grupy. Jedni są za a inni przeciw. Jak to zwykle bywa w naszym kraju, nie ma nic pomiędzy. Nikt się nie spodziewał, że feminatywy aż tak bardzo rozpalą społeczną dyskusję pt.: „Używać czy nie używać?”, „Fanaberie czy uzasadnione zaznaczenie kobiecych ról w życiu?”. A ja zadam inne pytanie: A dlaczego nie można sobie wybrać?

W życiu często mamy tendencję do podziału na to, co białe i na to, co czarne Zupełnie jakby pomiędzy nie istniały żadne odcienie szarości. Pod wieloma postami poruszającymi kontrowersyjne tematy, niekiedy wybucha awantura przesiąknięta hejtem. Dlaczego? Ponieważ nie potrafimy uszanować czyjejś opinii. Uznać, że każdy ma prawo do swojego zdania. Różnimy się między sobą, niekiedy wręcz diametralnie. Brak szacunku i brak akceptacji do tych różnic wywołuje niepotrzebne fale kłótni, awantur i nienawiści.

Podobne tendencje zauważyłam w przypadku używania feminatywów. Wydawać by się mogło, że dyskusja toczyć się będzie pomiędzy przedstawicielami obu płci jednak znacznie częściej odbywa się pomiędzy kobietami. W tym momencie jasno określę się po stronie kobiety, które feminatywów nie chcą stosować. Dlaczego? Przedstawię wyłącznie mój punkt widzenia, który zapewne będzie się różnić od opinii innych.

Mnie żeńskie formy poszczególnych stanowisk, najzwyczajniej w świecie się nie podobają. Nie brzmią przyjemnie dla ucha. Kolejnym aspektem jest fakt, że zfeminizowane zwroty w swoim brzmieniu tracą na powadze i bardziej kojarzą się ze zdrobnieniem a co za tym idzie z umniejszeniem osobie, która dane stanowisko piastuje.

Chciałabym zostać dobrze zrozumiana. Uważam, że kobiety mają nieograniczone możliwości i szeroki zakres kompetencji by móc pracować na stanowiskach, do nie tak dawna uważanych za typowo męskie. Co więcej na tych stanowiskach niekiedy sprawdzają się lepiej niż nie jeden mężczyzna. Dlatego nie uważam by forma żeńska miałaby w jakikolwiek sposób podkreślić czy też podnieść prestiż zajmowanego przez kobietę stanowiska.

W mojej opinii dużo lepiej brzmi zwrot pani prezes niż prezeska. Jest to oczywiście subiektywna opinia, do której każdy ma prawo. A każdy z nas ma obowiązek uszanować opinię innych. Niestety często spotykam się z narzucaniem żeńskich form, uznając, że wszystkie kobiety będą zachwycone, kiedy przedstawi się je przy użyciu feminatywów.

Agnieszka Boryna - co ma rozwój osobisty do feminatywów?

Zdecydowałam się napisać ten tekst, by zwrócić uwagę, że nie ma tu jednej racji i jednej słusznej opinii. Mamy prawo do tego by móc samodzielnie zadecydować czy chcemy być zatytułowane słowem prezes czy też prezeska.

Powoli kończę Akademię Coachingu, przede mną jeszcze egzaminy i wkrótce wejdę na rynek jako…. No właśnie jako kto? Jest jeden coach ale żeńskich określeń tego stanowiska jest dużo więcej. Jest coachka, coachyni, coacherka, coachella. Z tym ostatnim określeniem to oczywiście żart. Chociaż… ?? 😉

Ja podjęłam decyzję, która jest ze mną zgodna i spójna. Chcę pracować jako coach. I proszę to uszanować tak, jak ja szanuję moje koleżanki po fachu które są coachyniami.

Tytuł tego wpisu brzmi: „Co ma rozwój osobisty do feminatywów?” Ma i to całkiem sporo bo tak naprawdę nie chodzi tutaj o feminatywy a o akceptację poglądów drugiego człowieka i wzajemny szacunek. Tego niestety bardzo brakuje. Najbardziej błache dyskusje kończą się awanturą gdzie każda ze stron próbuje przekonać drugą do swojej racji. Warto wtedy spojrzeć na siebie. Na swoje odbicie w lustrze i zadać sobie kilka pytań:

  • dlaczego opinia drugiej osoby wywołuje u mnie tak skrajne emocje?
  • co dokładnie czuję słysząc/czytając tę opinię?
  • dlaczego ma to dla mnie aż takie znaczenie?
  • jaki ma to wpływ na moje życie?

Odpowiadając na te pytania spojrzysz na sytuację z nieco innej perspektywy. Pozwoli Ci to nabrać dystansu i zdecydowanie spacyfikuje negatywne emocje.

Agnieszka Boryna
Autorka kursu dla kobiet Kobieta Niemożliwa. Pasjonatka zdrowego stylu życia. Pozytywnie nastawiona do życia. Obsesyjnie podążająca za swoim rozwojem osobistym. Pełna energii i przewlekle głodna życia. Uczy inne kobiety jak stać się autorką swojej biograf, żyć na własnych warunkach i osiągać to, co dla innych niemożliwe.

Sprawdź te powiązane posty

Odczarujmy Coaching

Odczarujmy Coaching

Coaching był czymś, co zawsze mocno mnie interesowało. Jeśli obserwujesz mnie już jakiś czas to pewnie zauważyłaś, że rozwój osobisty jest moją pasją. Natomiast chciałam robić to najlepiej jak to możliwe, w zgodzie ze swoimi wartościami, mając na względzie dobro i...

czytaj dalej
Przekonania. Nasze czy nie nasze?

Przekonania. Nasze czy nie nasze?

W ostatnim czasie bardzo dużo mówi się o przekonaniach. Cieszę się, że mamy coraz większą świadomość tego, że przekonania są, że rzutują na nasze życie, najczęściej w negatywny sposób, że nad przekonaniami można pracować, że można je zmieniać. Ja w swojej pracy często...

czytaj dalej
Akceptacja

Akceptacja

Do tej pory uważałam, że akceptacja jest pewnego rodzaju przyznaniem się do swoich słabości i manifestacją swoich porażek. Jest pogodzeniem się z negatywnym stanem faktycznym, założeniem rąk i poddaniem się temu, co przyniesie los. A ja nie lubię się poddawać i...

czytaj dalej

0 komentarzy

0 komentarzy

Wyślij komentarz