Czy kiedykolwiek miałaś wrażenie, że na początku nowej relacji jesteś wręcz zalewana falą czułości, atencją, wiadomościami, telefonami, prezentami? Że wszystko jest „zbyt piękne, by mogło być prawdziwe”? Jeśli tak, być może doświadczyłaś zjawiska, które psychologia nazywa love bombingiem – czyli bombardowaniem miłością.
Dla wielu kobiet brzmi to jak spełnienie marzeń – ktoś nareszcie się stara, adoruje, zapewnia o swoich uczuciach, codziennie zasypuje Cię smsami, zaprasza na romantyczne kolacje, pojawia się z bukietem kwiatów i już po kilku tygodniach mówi, że jesteś kobietą jego życia. Czasem po miesiącu lub dwóch pada propozycja wspólnego mieszkania, wyjazdu za granicę, planów na przyszłość, dzieci.
Wszystko dzieje się bardzo szybko. Nawet za szybko.
Love bombing – czyli jak działa emocjonalny rollercoaster
Love bombing to forma manipulacji, której celem jest przywiązanie Cię do siebie poprzez nadmiar pozytywnych bodźców. Sprawia, że zaczynasz czuć się wyjątkowa, wybrana, obdarzona czymś niezwykłym. Trudno w tym momencie dostrzec, że coś może być „nie tak”, bo przecież wszystko wygląda idealnie, tak jak o tym zawsze marzyłaś.
Ale po chwilowej euforii zaczynają pojawiać się znaki ostrzegawcze. Czujesz się przytłoczona, zdezorientowana. Z jednej strony – otrzymujesz wszystko to, o czym marzyłaś: uwagę, uczucia, czułość. Z drugiej – wewnętrznie czujesz niepokój, jakby ktoś naruszał Twoje granice. Masz wrażenie, że tracisz kontrolę nad własnym życiem. Każdego dnia jesteś „z kimś”, ale coraz mniej jesteś ze sobą.
Jednak – jak wiele kobiet – zamiast zaufać swojej intuicji, zaczynasz dostosowywać się. Bo przecież nie chcesz być niewdzięczna. Nie chcesz „popsuć” tej pięknej atmosfery. Tłumaczysz sobie, że może jesteś zbyt zamknięta, że nie jesteś przyzwyczajona do czułości. A przecież każda kobieta marzy o mężczyźnie, który ją adoruje.
Moment zwrotny: kiedy on już „Cię ma”
Osoba stosująca love bombing ma zazwyczaj jeden cel – zdobyć Twoje pełne zaangażowanie. Kiedy widzi, że jesteś już „jego”, zaczyna się coś zmieniać. Wiadomości stają się rzadsze. Przestaje się starać. Znika entuzjazm. Może zacząć się chłód emocjonalny, krytyka, nawet gaslighting.
W pewnym momencie może dojść do nagłego zwrotu – on mówi, że „coś się wypaliło”, że „nie czuje już tego samego”, że „potrzebuje przestrzeni”. Albo po prostu znika. A Ty zostajesz z poczuciem winy, dezorientacją, żalem. Zadajesz sobie pytanie: „Co zrobiłam źle?”
Odpowiedź brzmi: nic. To nie Ty byłaś zbyt mało czuła. To nie Ty za bardzo się zaangażowałaś. To nie Twoja wina. To on od początku grał w grę, w której nie znałaś zasad.
Love bombing to nie miłość – to manipulacja
Miłość rozwija się stopniowo. Tworzy się zaufanie, przestrzeń do poznania siebie nawzajem. Tymczasem love bombing to zmasowany atak emocjonalny, mający na celu szybkie uzależnienie Cię emocjonalnie od partnera i zdobycie wpływu. To nie troska – to kontrola przebrana za czułość.
To zjawisko szczególnie dotyka kobiet, które są empatyczne, gotowe na relację, spragnione czułości. Czasem wystarczy, że wcześniej przeszłaś trudne relacje, rozwód, rozstanie lub żyjesz w przekonaniu, że „musisz się postarać, żeby zasłużyć na miłość”.
Dlaczego to ważne, by o tym mówić?
Bo nie jesteś sama. Bo tysiące kobiet doświadczyło tego samego. I nadal się obwiniają, wstydzą, milczą.
Dlatego ten tekst ma Cię nie tylko uświadomić, ale też obudzić. Miłość to nie presja. Nie intensywność od pierwszego dnia. Nie szybkie deklaracje. Miłość to proces. W zdrowej relacji masz prawo powiedzieć „stop”, kiedy coś jest za szybkie, za intensywne, za bardzo i za mocno angażujące. Masz prawo do swoich emocji. Masz prawo czuć, reagować i wyznaczać swoje granice. I wreszcie masz pełne prawo by powiedzieć „STOP”, „DOSYĆ”.
Masz prawo zawalczyć o siebie
Jeśli coś w tym tekście z Tobą rezonuje, jeśli rozpoznajesz siebie – to znak, że warto zatrzymać się i przyjrzeć swoim emocjom. Porozmawiać z kimś zaufanym. Sięgnąć po wsparcie. Odzyskać kontrolę nad tym, co czujesz.
Love bombing to nie Twoja wina. Ale decyzja, co z tym zrobisz – już należy do Ciebie.
Zasługujesz na prawdziwą miłość. Nie na iluzję.














0 komentarzy